abakany i tłum

najłatwiej wejść w schemat
już wyślizgany, dobrze znany
nie trzeba się wysilać
można sobie trwać w tym schemacie i udawać, że wszyscy są szczęśliwi
można i robi to tak wielu z nas i tak płyniemy z tym tłumem
zaczynając od szkoły, przez młode dorosłe życie, typu: praca chłopak mąż dzieci kredyt mieszkanie dom i koniec planów na tym,
potem wcale nie jest lepiej
coś tam jednak zgrzyta, coś zaczyna uwierać, małżonek jednak nie taki ideał, dzieci to jednak nie sama rozkosz plus do tego inne zmory zaczynają wyłazić...
a wielu nadal zamyka oczy, przykleja uśmiech i trwa spokojnie w swoim ciepłym schemacie i za nic nie chce wyściubić nosa, by chociaż zerknąć z boku, z góry, może zmrużyć oczy lub je szeroko otworzyć, by zobaczyć coś inaczej, w innych barwach, by zmienić tę zastaną tonację...
gniecie gdzieś w środku, ale odwracamy się od siebie w lustrze i dalej pchamy swój wózek, bo dobrze znamy drogę, wyślizgana przecież i taka schematyczna, że nawet to niewygodne podkłuwanie gdzieś tam w środku nas, wydaje się tylko senną zmorą...

mnie to jednak średnio odpowiada

schematy owszem porządkują, ale też nadają sztywności i kuszą pozornym bezpieczeństwem
a dni i noce, mimo że takie powtarzalne, niosą o wiele więcej

trzeba odwagi, by żyć inaczej
by myśleć inaczej, by nasłuchiwać jak gdzieś coś nas kłuje, gniecie, jak ciągnie gdzieś...

podobnie jak w życiu, jest i w sztuce
można tworzyć, kreować i trzymać się schematów i w tej dziedzinie

a można iść za głosem duszy
słuchać serca i łamać zastane reguły
i zawstydzać tych rozpływających się w schematach



abakany powstały właśnie z takiej odwagi
odwagi kobiety, która nie dała się złapać w sztywne ramy rzeźbiarstwa
wyszła z nich z podniesioną głową, a jej sztuka rozlała się po całym świecie
Magdalena Abakanowicz
jej twory trudno przywołać do konkretnej dyscypliny
ni to rzeźby ni tkaniny
pomieszane
trudne do zdefiniowania, a jednak budzą emocje
swoim rozmachem wielkością i zagadkowością




kobieta
drobna zagadkowa
z dziwną nieokreśloną powagą
z wielkim rozmachem weszła w wielki świat sztuki
przekraczając granice







nawet krytycy mieli problem, bo tkactwo średnio pasuje do wielkiej światowej sztuki
a tu takie coś
w PRL tkactwo było traktowane bardzo pobłażliwie, jako mało zagrażające
bo cóż takiego można z tych nici włókien upleść
takie to kobiece, nudne jak szydełkowanie babci w bujanym fotelu, więc z gruntu było lekceważone
aż nadszedł czas, że wyszło szydło z worka 
i nastał dla tkaniny czas sławy i docenienia

i wtedy Abakanowicz zrobiła nagły zwrot i skupiła się na rzeźbie
konkretnej mocnej stabilnej
zaczęły powstawać tłumy







monumentalne postacie, bez głów, pozbawione płci, niby takie same, a jednak każda nieco inna
zawsze w grupach, tłumnie, anonimowo
Abakanowicz często dawała się fotografować wśród tego tłumu
jakby chciała podkreślić, że jednak liczy się indywidualizm
że najważniejsza jest jednostka, indywidualność
że warto o to walczyć
że w różnorodności, a nie w schematycznych tłumach, siła i moc




te rzeźby są uniwersalne
mogą przemówić do każdego
w tej ich powtarzalności tkwi magia... ale też przestroga i upomnienie
i chyba więcej mówią o nas, ludziach, jako o wielkiej bezmyślnej masie, niż chcielibyśmy przyznać...

mnie urzekły i cieszę się bardzo, że wreszcie mogłam je zobaczyć i poczuć tę dziwną moc...

a miejscem, gdzie je odkryłam dla siebie jest Muzeum Sztuki Współczesnej we Wrocławiu
i magiczny Pawilon Czterech Kopuł


tak więc - odwagi ;-)
d.







Komentarze

Popularne posty