stara nowa lampa...

i kolejna sprawa z cyklu: doceniam to, co mam pod nosem!
lampa
stara lampa mojej babci, którą zrobił naprawdę dawno temu mój tato - własnoręcznie, w stylu, który wtedy królował na salonach, lekkie lata 60 - 70
metalowe czarne nogi, blat z pilśniowej płyty z okleiną, na końcu uchwyt na żarówkę, piękny przełącznik światła i do tego był jeszcze abażur, metalowy - a babcia doprawiła go swego czasu materiałem z marszczeniami i kokardą - taka właśnie była!
nadgryziona zębem czasu...





i żal było się tej lampy pozbyć, bo jakoś tak kojarzyła mi zawsze z babcią i jej zsuniętymi na czubek nosa okularami, kiedy siedziała i cała była w tym zaczytaniu swoim, a światło padało tylko na nią ...

wreszcie lampa przyjechała do mnie, odstała swoje cierpliwie w przedpokoju, czekając na przemianę
i nareszcie doczekała się!

metalowe części potraktowałam sprejem,



 nie chciałam pozbywać się przełącznika więc zostało wszystko, jak było... tym bardziej że wszystko działało, wymagało tylko dokręcenia...


blat niestety do niczego się nie nadawał, więc zaprzyjaźniony stolarz - tato dzięki wielkie ;-)
- wyciął kawał nowego pięknego drewna, wyszlifował, zamontował i teraz wygląda tak... 


i trzeba było się jeszcze nagłowić nad abażurem
wykorzystałam na razie papierowy klosz z Ikei, ale może ostateczne rozwiązanie będzie zupełnie inne - czas pokaże... zamocowanie - to już moje kombinacje z drutami i mocną taśmą, ale ważne że wszystko się trzyma kupy i mam nową lampę - mogę teraz swobodnie korzystać z przytłumionego światła wieczorkiem, nic nie razi, nie przeszkadza, a i poczytać można, o to właśnie chodziło!





a wieczorową porą wygląda tak...


i tak oto kolejny stary sprzęt dostał nowe życie ;-)
d.




Komentarze

Popularne posty